Link 16.09.2011 :: 23:47 Komentuj (0)
W telegraficznym skrócie, bo działo się dużo... za dużo...
W połowie sierpnia zorganizowaliśmy jako BAT zawody. Masa stresu, nerwów, brak czasu... Udało się dzięki pomocy Warszawiaków i Łodzian. Mam nadzieję, że pokazaliśmy, że chcieć to móc! Nawet jeśli się jest 8 osobowym klubem ;) za to klubem zapaleńców...
Drinki zrobiła jedną ważną rzecz - przełamała passę disów warszawskich i pobiegła któryś open na czysto :)
Zrobiła też drugą, chyba jeszcze ważniejszą rzecz - pomogła podjąć decyzję co do naszego teamu i zawziąć się w sobie. Na efekty trzeba trochę poczekać :P
zdjęcia dzięki uprzejmości Zyty Sowińskiej

Za to prym wiódł mój Czarny Koń tych zawodów, który co prawda biegał jakby mógł, ale nie chciał... Wystarczyło to jednak, by wskoczyć na podium łącznej i wygrać statuetkę IV Bałtyckich Zawodów Agility. A mówią, że niby do III razy sztuka ;) Wygrałaby też i drugą, gdyby nie zagłuszała mi sędziny drąc paszczę na starcie... Może bym zauważyła, że gwizdka startowego jeszcze nie było...

Prosto z zawodów w Sopocie pojechałyśmy z rudym Przygupkiem do Białej na obóz dla retrieverów organizowany przez JB - Szkołę Joanny Bohdziun


I stało się coś, co nie miało się prawa stać. Minęły dwa lata od zlotu miotowego w Międzybrodziu, a ja miałam cholerne deja vu. Pies jest nie swój, ale zachęcany wchodzi do wody i wynosi na brzeg rzucony wcześniej wałek. Wychodzi kulejąc. Łapa obejrzana, obmacana, powykręcana na wszystkie strony... nic. Wstaje i już nie tylko kuleje, a drobi tak, by nie naciągać kręgosłupa, charakterystycznie mlaszcze, po kilku minutach pokłada się na ziemi, nie chce iść. Cholerne deja vu. Jeszcze nadzieja, że jak nie będzie miała gorączki... Ale pies robił się cieplejszy z każdą chwilą, a dreszcze w poczekalni u weta, nie pozostawiały złudzeń. Jedynie morfologia jakaś taka nie do końca... Dostała dawkę sterydu i... przeszło... 2 lata temu łzy płynęły mi ze szczęścia, w tym z bezsilności... nie było wyboru...
I tak oto cały koszmarek sprzed dwóch lat wrócił. A już wyszłyśmy na prostą, już zapomniałam, że można wypić 10 litrów wody dziennie, co 3 godziny mieć przepełniony pęcherz do granic możliwości, wołać o wyjście o 22, po północy, koło 3 i o 5tej... że można być większym śmieciarzem niż lab, że cały spacer staje się polowaniem na jedzenie, że w każdej jaśniejszej plamce na chodniku widzi się chlebek... już zapomniałam...
Kolejna morfologia po powrocie nie pocieszała...
Oby rude po raz kolejny udowodniło, że ma pancerny żołądek, kości twardsze niż stal, a odporność nie do pokonania... bo następne pół roku spędzi na granacie z którego ktoś wyjął zawleczkę...


Link 26.06.2011 :: 21:09 Komentuj (0)
Piesy wróciły z 3 tygodniowego urlopu. W tym czasie dzielnie robiły za wiejskie burki.









Drink jako nałogowiec nie przepuści żadnej szyszuni


Poza obszczekiwaniem intruzów za płotem, trzeba trochę popracować




a że gorąc niemiłosierny

należy się ochłodzić




każde na swój sposób...

Link 16.05.2011 :: 17:12 Komentuj (0)
Połowa miesiąca maja upłynęła nam na zwiedzaniu świata zza samochodowej szyby. Wciągu 2 tygodni, przejechałyśmy prawie 2000 km, a tak przy okazji, w ramach rozprostowywania łap, Drink wybiegała sobie A2... Mój kochany, mały, dzielny piesek, co stref nie umie :P
Mieszkanie w Trójmieście wśród swoich niekończących się zalet, ma jedną podstawową wadę: agilitowa posucha w okolicy. Wzorem południowych kolegów, nie wyskoczymy na weekend do Czech i w przeciwieństwie do Warszawiaków, żeby poskakać musimy się ruszyć z domu. Niestety jak się chce mieszkać wśród morza, jezior i gór (no, pagórków...) to trzeba tyłek niewygodnie wozić... np. do takiej Bydgoszczy, Łodzi czy wspomnianej już Warszawy ;)
W Bydgoszczy nawet się załapałyśmy na fotki. Wszystkim autorom zdjęć bardzo dziękuję!












Cóż mi po tym skupieniu, jak i tak zapamiętanie 19 przeszkód jest ponad moje siły...

Link 05.05.2011 :: 19:57 Komentuj (1)
Piesy Wielkanocne



akrobatyka



i lab w borderowej odsłonie


lab jednak retrieverem jest :P

z resztą całkiem wypłoszowato ładnym...



i retrieverowe Drinki


Chwila relaksu





I czas wrócić do domu na trzy dni
Link 27.03.2011 :: 21:54 Komentuj (0)
U nas monotonnie. Nawet jak się wydaje, że już wiosna, zima i tak powraca. Spacerkom w śnieżycy mówimy stanowczo nie!

